Polityka Edukacyjna

Trzeba skończyć z pedagogiką wstydu!

 

W ostatnich dwóch tygodniach niejako dystraktorem od bieżącej sytuacji pandemicznej stał się – najpierw sam fakt powołania, a następnie kolejne, stanowcze wypowiedzi Ministra Edukacji (in spe Ministra Edukacji i Nauki) dra hab. Przemysława Czarnka. Wśród wielu barwnych i, co to dużo ukrywać, ważnych, jako że wypowiadanych przez Ministra wypowiedzi, pojawiły się te dotyczące rewizji podręczników szkolnych oraz definitywne rozwiązanie problemu indoktrynacji pedagogiką wstydu. To ostatnie w formie „ostatecznie zakończymy «pedagogikę wstydu»”. Przy czym, w kontekście użytym oraz w związku z jej znaczeniem w polskiej debacie politycznej, odczytywać wypowiedź można jako koniec z pewnym sposobem indoktrynowania dzieci i młodzieży.

 

Historia polityka – Polityka historyczna

Przegląd podręczników – historii, ale co za tym idzie również i tych do przedmiotów, które wykorzystują źródła historyczne – źródła poznania kultury, wydaje się zadaniem ciekawym. Ciekawym z punktu widzenia naukowego, co więcej politologicznego. Edukacja humanistyczno-społeczna, a w jej ramach nauka historii, wiedzy o społeczeństwie i w pewnym zakresie języka polskiego nieodzownie łączy się z problemem delimitacji pomiędzy historią polityczną, polityką historyczną i historią polityki.  O ile łatwo wskazać historia polityki – analiza historycznych procesów politycznych w obrębie systemów politycznych tak państw jak i systemu międzynarodowego, pozostaje domeną nauki o polityce, której adepci posiadają odpowiedni warsztat i wachlarz perspektyw teoretycznych, o tyle dwa pozostałe obszary są domeną gównie polityków i historyków.

O możliwych sposobach rozgraniczenia, swego czasu miałem okazję opowiadać studentom w związku z ich lekturą podręcznika wprowadzającego do nauki o polityce i jej subdyscyplin (J. Szczepański, Wstęp do nauki o polityce, Warszawa 2017). Poza murami akademii terminy „historia polityczna” i w szczególności „polityka historyczna” robią ostatnio zawrotną karierę, przy czym w większości przypadków nie mam czasu zastanowić się nad ich znaczeniem. Co gorsza, nie zawsze mamy czas zastanowić się kiedy polityka historyczna nas dotyka. Z drugiej strony, Ci którzy mogą nam narzucić pewną wizję polityki historycznej nie zawsze – czy raczej, zazwyczaj – nie są wstanie robić tego skutecznie. Czemu? Dlatego, że nikt nie dokonał właśnie kompleksowego przeglądu podręczników. Przeglądu pod kątem wartości narodowotwórczych oraz doktryn politycznych obecnych w nich od lat. Dość powiedzieć, że zrekonstruowana przez prof. Waldemara Parucha (W. Paruch, Myśl polityczna obozu piłsudczykowskiego w Polsce 1926-1939, Lublin 2005) i oparta na romantyzmie, wizja Piłsudskiego mówiąca o powstaniach XIX wieku jako kamieniach węgielnych polskiej niepodległości przetrwała w podręcznikach do dziś. Alternatywne polityki historyczne mające równie stary rodowód, czy to endecka czy tzw. żubrów kresowych nie są nawet wzmiankowane w podręcznikach.

 

Romantyczna wizja Polaka

Podkreślić przy tym należy i nie będzie to wiele ponad ustalenia wzmiankowanego prof.  Waldemara Parucha, że wizja polityki historycznej piłsudczyków została stworzona z rozmysłem dla wychowania określonej konstrukcji Polaka. Wizja ta w dużej mierze wpłynęła na to, że romantyczna i przez to z definicji beznadziejna w kategoriach real politik Akcja Burza z jej finałem w postaci Powstania Warszawskiego w ogóle mogła mieć miejsce. Równocześnie polityka historyczna Czechów, budowana w oparciu o odpowiednio interpretowane zdarzenia takie jak bitwa na Białej Górze, doprowadziła do wykształcenia Czecha, który nie był skory do tak romantycznych gestów.

Pytaniem otwartym pozostaje, w drugiej dekadzie XXI wieku, czy narracja wytworzona w drugiej dekadzie XX nadal służy swoim celom. Celem polityki historycznej jest bowiem wykształcenie narodu politycznego o odpowiedniej dla czasów w jakich przyszło mu funkcjonować konstrukcji – tak psychicznej jak i ideowej. Przy tym polityka ta może być prowadzona przy wykorzystaniu nawet wewnętrznie niespójnej narracji dotyczącej wydarzeń przeszłych z życia państwa i narodu. Przykładem tego typu aporycznych tez polskiej historii niech będą te dotyczące zniknięcia Polski z map świata na 123 lata. Samo „raz-dwa-trzy” pojawiające się w tym stwierdzeniu jest już zabiegiem mnemotechnicznym, które pozwala dziecku z podstawówki szybko zapamiętać ten fakt. Równocześnie ten fakt nie wytrzymuje konfrontacji z mapami świata z XIX wieku. Pojawia się na nim Królestwo Polskie – niesuwerenne, ale niepodległe. Można je nawet zestawiać z Polską Republiką Ludową, szczególnie pierwszych lat. Poza marginesem życia politycznego nie mówi się jednak, że Polska odrodziła się na mapach świata po 1939 r. dopiero w 1989 (czy jaką inną arbitralnie datę okresu transformacji byśmy wybrali). Co więcej kiedy czytam o podmiotowości międzynarodowo-prawnej tak Księstwa Warszawskiego, jak i Królestwa Polskiego, to dowiadujemy się, że oba państwa były stroną traktatów międzynarodowych (L.  Mażewski, Księstwo  Warszawskie  i  Królestwo  Polskie  z  punktu  widzenia  prawa międzynarodowego, „Państwo i Prawo” 2014, z. 2), więc spełniały wszystkie wymogi definicji państwa. Wszystkie to znaczy, nie tylko te Georga Jellinka (władcza, terytorium, ludność – a w istocie naród bo o nim pisał Jellinek) ale i te z konwencji z Montevideo (władza, terytorium, ludność i możliwość wchodzenia w stosunki międzynarodowe). Uczniowie, a w szczególności studenci uczą się natomiast o konstytucjach polskich i polskiej tradycji konstytucyjnej studiując tak Konstytucję Księstwa Warszawskiego jak i Królestwa Polskiego. Bez żenady, mówi się wtedy o instytucjach, wojsku, ludności, a nawet państwowości, mimo że jeszcze kilka lekcji wcześniej mówiło się że w tym czasie Polska nie istniała. Logika nie ma zastosowania jednak tam gdzie w grę wchodzi indoktrynacja – czyli realizacja polityki, tu polityki historycznej. Tylko jak często uzmysławiamy sobie, że polityka historyczna zaczyna się od podręcznika? To czego będą uczone dzieci i młodzież w szkoła jest przedmiotem decyzji politycznej, o czym przyczynkarsko pisałem wyżej oraz nieznacznie szerzej w artykule dla Studiów Wschodnioeuropejskich (J. Szczepański, Polityka historyczna i Kongresówka. Zarys problematyki, „Studia Wschodnioeuropejskie” 2018, nr 9).

Dlaczego w miejsce romantycznej narracji powstań jako narodowotwórczego kamienia węgielnego – tak trudnego do udowodnienia iunctim pomiędzy nimi, a zbiegiem okoliczności politycznych, które umożliwiły wskrzeszenie państwa Polskiego w 1918 (a może 1916, a może 1917?), nie przedstawiać pozytywistycznej wizji pracy u podstaw w Wielkopolsce? Dlaczego nie uczyć, że patriotyzm ekonomiczny i akumulacja kapitału w miejsce bezsensownego, romantycznego trwonienia tkanki narodowej jest prawidłowym sposobem budowy państwa i patriotyzmem? Odpowiedź na to pytanie może być kuriozalna – dlatego, że nikt o tym nie pomyślał i istnieje pewien usus.

Polski i Brytyjski republikanizm

Kwesta polityki historycznej odnoszącej się do wizji dziewiętnastowiecznych powstań oraz ich związku z tragedią Powstania Warszawskiego nie jest jednak jeszcze tak osierocona (wspomina o niej w swoich książkach chociażby Piotr Zychowicz), jak polityka historyczna dotycząca polskiej tradycji republikańskiej. Tu zestawienia wymaga polityka historyczna Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz Polski. Gdzie Brytyjczycy mówią o drodze ku wolności i demokratyzacji (D. Hannan, How We Invented Freedom & Why It Matters, London 2013) my mówimy o obskurantyzmie i wsteczności. Zestawmy bowiem takie pomniki kultury prawnej jak Habeas Corpus Act i Neminem Captivabimus. Pierwszy wprowadzony dla stanu szlacheckiego stał się gwarancją procesu sądowego i zakazu arbitralnego aresztowania, i był stopniowo rozszerzany na inne stany. Drugi wprowadzany dla stanu szlacheckiego stał się gwarancją procesu sądowego i zakazu arbitralnego aresztowania, i był stopniowo rozszerzany na inne stany (vide Konstytucja 3 Maja). Z tego zestawienia jasno wynika, że Habeas Corpus był aktem nowoczesną podwaliną brytyjskiego republikanizmu, a Neminem Captivabimus jak wszystkie przywileje przyczyną upadku Rzeczpospolitej…

Zestawienie powyższe (będąc oczywiście uproszczeniem) można rozwijać dalej, gdyż właśnie przywileje szlacheckie spowodowały przejście monarchii stanowej tak w Polsce jak i w Anglii do nowożytnych form republikanizmu. W Rzeczpospolitej poszliśmy nawet dalej niż za Kanałem Angielskim, bo i głowa państwa była elekcyjna, wprowadzano mandat związany (dziś pojawiający się w debacie dot. choćby możliwości zmiany barw partyjnych przez wybranych w wyborach powszechnych posłów). Historia w szkole jednak milczy o rozwoju polskiej myśli liberalnej i republikańskiej. Milczy o najstarszych w Europie kontynentalnej, a jak dobrze przejrzeć archiwa, w ogóle w Europie demokracji – demokracji polskiej. Przyjmujemy narrację bliską władzy ludowej, o tym, że szlachta przyczyniła się do upadku, a król pomógł nadając przywileje.

Reforma Gowina – Reforma Czarnka

W tym miejscu dochodzimy do zawołania Ministra Przemysława Czarnka – skończyć z pedagogiką wstydu! To prawda, polityk ma rację, jednak wymagałoby to rzetelnej pracy interdyscyplinarnego zespołu historyków i politologów. Ci ostatni z racji warsztatu i zrozumienia doktryn politycznych mają zdolność do zbudowania przemyślanej polityki historycznej, która odmłodziłaby narrację dotyczącą historii Polski i pozwoliła budować – bez kompleksów – nowoczesne, demokratyczne państwo. Reforma taka wydaje się jednak, że powinna być przeprowadzona z pewnym rozmachem przy udziale różnorodnego czynnika społecznego. Modelowym rozwiązaniem – bez względu na ostateczny kształt produktu w postaci ustawy o szkolnictwie wyższym i nauce – pozostaje tu model rozciągniętych na lata konsultacji społecznych i prac eksperckich wdrożony przez Jarosława Gowina. Wyłonienie zespołów – niech będzie trzech, tak jak w przypadku rzeczonej reformy, które przygotowałyby założenia kompleksowych przeglądów podręczników wraz z założeniami doktrynalnymi, które prowadziłyby do odmłodzenia narracji i zwiększenia jej użyteczności dla budowy narodu zdolnego do funkcjonowania w nowych warunkach społeczno-politycznych byłoby sukcesem samym w sobie.

 

Autorem tekstu jest: dr Jarosław Szczepański